Jest coś fascynującego w tej historii. Zawsze znajduje się w wyborze opowieści biblijnych dla dzieci. I bardzo często staje się tą ulubioną. Co jest w historii mężczyzny, który spędził 3 dni w brzuchu wielkiej ryby, by wyjść z niego jako inny człowiek, nie wiem, ale Starszy Brat również upodobał sobie tę postać. A w tym, by słysząc głos Boga, robić dokładnie odwrotnie niż On proponuje, jest coś, co dobrze znam.
Brakuje mi książeczek religijnych, które oddziałyby na tak ważny zmysł dotyku.
Wzorowałam się na TYM.
Morze, rybę i ster wycięłam z niebieskiego brystolu. Statek z tektury, a żagiel z kawałka lnianego materiału.Chmura to płatek kosmetyczny, a piorun przyklejonym kawałkiem żółtej kartki. Szczękę połączyłam z ciałem ryby za pomocą nitki, tak że może się otwierać i zamykać.
wtorek, 30 czerwca 2015
Kolorowe frytki
Szukam przepisów na dania, które moglibyśmy jeść wszyscy, także Młodsza Siostra. Myślę, że to dla niej ważne i miłe, że siedząc przy wspólnym stole, je to, co reszta rodziny. A dla mnie - co też ważne - oszczędność czasu.
Oto propozycja na zdrowe, lekkostrawne i naprawdę smaczne danie dla wszystkich. To nasze drugie śniadanie.
Wszystkie warzywa myjemy, obieramy, kroimi w słupki wielkości cienkich frytek. Wrzucamy do garnka z wrzącą wodą na 3 minuty, a następnie osuszamy na ręczniku papierowym w misce lub głębokim talerzu. Wyciągamy ręcznik, polewamy oliwą z oliwek. Wyjmujemy kilka sztuk dla najmłodszego dziecka, a następnie resztę przyprawiamy. Mieszamy porządnie, żeby każda frytka pokryła się oliwą i przyprawami. Wrzucamy wszystko do naczynia żaroodpornego, z brzegu dokładamy warzywa malucha i pieczemy ok. 10 minut.
Porcja dla 8-miesięcznej T.
Do rączki.
Porcja dla prawie trzylatka.
Oto propozycja na zdrowe, lekkostrawne i naprawdę smaczne danie dla wszystkich. To nasze drugie śniadanie.
składniki:
duża marchewka
pietruszka
pół selera
burak
3 ziemniaki
przyprawy: zioła prowansalskie, sól, czosnek granulowany, papryka słodka
Wszystkie warzywa myjemy, obieramy, kroimi w słupki wielkości cienkich frytek. Wrzucamy do garnka z wrzącą wodą na 3 minuty, a następnie osuszamy na ręczniku papierowym w misce lub głębokim talerzu. Wyciągamy ręcznik, polewamy oliwą z oliwek. Wyjmujemy kilka sztuk dla najmłodszego dziecka, a następnie resztę przyprawiamy. Mieszamy porządnie, żeby każda frytka pokryła się oliwą i przyprawami. Wrzucamy wszystko do naczynia żaroodpornego, z brzegu dokładamy warzywa malucha i pieczemy ok. 10 minut.
Porcja dla 8-miesięcznej T.
Do rączki.
Porcja dla prawie trzylatka.
Etykiety:
dania po 8. miesiącu,
przepisy
środa, 24 czerwca 2015
Pan Tralaliński aktywnie słuchany
A my znowu robiliśmy miasto z tektury. Tym razem w innym celu.
Tuwima nie trzeba nikomu przedstawiać. I do jego geniuszu językowego przekonywać. Czytanie go dzieciom sprawia mi wielką przyjemność. Wiele jego wierszy weszło do klasyki dziecięcej literatury, ale dla mnie ulubionym utworem z dzieciństwa jest wierszyk "O panu Tralalińskim". Nie wiem czemu pomijany w książeczkach dla dzieci. A przecież jest genialny dla trzylatków, którzy bawią się słowem, uwielbiają rymy.
Postanowiłam urozmaicić czytanie o obrazki, które dodatkowo pozwolą synowi lepiej zrozumieć tekst. Poza tym dziecko może samodzielnie układać elementy, zgodnie z tym, co słyszy.
Dużo jest teraz pięknie ilustrowanych książek. Niektóre dizajnersko odjechane. Długo szukałam książeczki, która będzie miała proste, jasne ilustracje przedstawiające osoby wystepujące w wierszu. I znalazłam.
Książka kosztowała 6 zł, więc po przeliczeniu kosztów kolorowego ksero, zdecydowałam się kupić 3 egzemplarze. Z dwóch powycinałam postacie, a trzecia znalazła swoje zaszczytne miejsce na półce z książkami.
Naszkicowałam kontury budynków na tekturze, a Starszy Brat pomagał kolorować budynki. Rozmawialiśmy o komisariacie, sądzie, szpitalu, szoferze, gazeciarzu, adwokacie, rozszerzając tym samym słownictwo.
Później wybierał kolory patyczków, które przyklejałam do postaci.
Następnie ćwiczył precyzję, wkładając patyczki w nieduże otwory i w końcu uważnie słuchał Tuwima. A nade wszystko dobrze się bawił. Z jakiegoś powodu najbardziej spodobała mu się... kucharka ;)
Tuwima nie trzeba nikomu przedstawiać. I do jego geniuszu językowego przekonywać. Czytanie go dzieciom sprawia mi wielką przyjemność. Wiele jego wierszy weszło do klasyki dziecięcej literatury, ale dla mnie ulubionym utworem z dzieciństwa jest wierszyk "O panu Tralalińskim". Nie wiem czemu pomijany w książeczkach dla dzieci. A przecież jest genialny dla trzylatków, którzy bawią się słowem, uwielbiają rymy.
Postanowiłam urozmaicić czytanie o obrazki, które dodatkowo pozwolą synowi lepiej zrozumieć tekst. Poza tym dziecko może samodzielnie układać elementy, zgodnie z tym, co słyszy.
Dużo jest teraz pięknie ilustrowanych książek. Niektóre dizajnersko odjechane. Długo szukałam książeczki, która będzie miała proste, jasne ilustracje przedstawiające osoby wystepujące w wierszu. I znalazłam.
Książka kosztowała 6 zł, więc po przeliczeniu kosztów kolorowego ksero, zdecydowałam się kupić 3 egzemplarze. Z dwóch powycinałam postacie, a trzecia znalazła swoje zaszczytne miejsce na półce z książkami.
Naszkicowałam kontury budynków na tekturze, a Starszy Brat pomagał kolorować budynki. Rozmawialiśmy o komisariacie, sądzie, szpitalu, szoferze, gazeciarzu, adwokacie, rozszerzając tym samym słownictwo.
Później wybierał kolory patyczków, które przyklejałam do postaci.
Następnie ćwiczył precyzję, wkładając patyczki w nieduże otwory i w końcu uważnie słuchał Tuwima. A nade wszystko dobrze się bawił. Z jakiegoś powodu najbardziej spodobała mu się... kucharka ;)
Etykiety:
DIY,
Zrób to sam
wtorek, 23 czerwca 2015
Inspirowane Montessori: Biedronka
Oto kilka zadań i zabaw, które przygotowałam synowi już jakiś czas temu. Trochę wyjeżdżaliśmy, sporo się działo też tu, w domu, była piękna pogoda, więc dużo czasu spędzaliśmy na placu zabaw, i tak naprawdę nie było kiedy się w to "pobawić".
Pojazdy wciąż są numerem 1, ale skoro jest (jeszcze) czerwiec, chcę wprowadzić trochę tematów wiosennych.
1) Obrazek z ruchomymi skrzydłami
Wycięliśmy 2 koła z czerwonego papieru. Zgięliśmy na pół. Jedną połowę koła trochę przycięliśmy i syn przykleił na zieloną kartkę. Tak samo zrobiliśmy z drugim kołem. Trochę mu pomogłam, by skrzydełka były obok siebie. Następnie nakleił wycięte przez mnie kółka. Zrobiliśmy też trawę z prostokątnego kawałka papieru, naciętego nożyczkami. Dorysowałam głowę i oprawiłam w ramkę :)
2) Zrobiłam coś na kształt "szorstkich liter" M. Montessori. Do niebieskiego brystolu przykleiłam wyciętą z drobnoziarnistego papieru literę "b". Starszy Brat poznawał kształt litery, dotykając jej palcem zgodnie z tym, jak ją piszemy.
3) Wycięłam 6 liści z papieru i nakleiłam na 3 kartki. Na brystolu namalowałam czarne ciało biedronki i nakleiłam czerwone skrzydełka. Wycięłam. Następnie nakleiłam samoprzylepne rzepy na "brzuchach" owadów i na liściach - po jednym na liść. Wyszła mi świetna pomoc do nauki liczenia.
Kiedy Starszy Brat przyczepiał biedronki na liście, głośno liczyliśmy. Oczywiście, można tak się bawić i bez rzezpów, ale po pierwsze bardzo uatrakcyjniają liczenie, a po drugie, dzięki nim, uzyskujemy efekt trójwymiarowości. Też fajnie :)
4) Dopasowywanka na spostrzegawczość.
Ze starych ćwiczeń wycięłam obrazek przedstawiający krajobraz oraz 3 obrazki: biedronki, motyla i mrówki. Jak widać, obrazek ma na sobie znaki czasu - pierwsze próby pisania ołówkiem poczynione jakiś rok temu, ale to nam zupełnie nie przeszkadza. Zadanie polegało na odnalezieniu na obrazku tych stworzeń.
5) Kolorowanka również ze starych ćwiczeń.
6)Wydrukowałam zdjęcia 4 owadów: biedronkę, konika polnego, motyla i pszczołę. W koszyku położyłam figurki przedstawiające te stworzonka. Zadanie wiadome :)
7) No i last but not least hit sezonu - ryż :)
Najpierw na kartce odrysowałam literki piankowe, tak że utworzyły słowo "biedronka". Literki ukryłam w ryżu. Zadanie polegało na odszukaniu wszystkich skarbów i ułożeniu ich w odpowiednim miejscu na kartce.
Pojazdy wciąż są numerem 1, ale skoro jest (jeszcze) czerwiec, chcę wprowadzić trochę tematów wiosennych.
1) Obrazek z ruchomymi skrzydłami
Wycięliśmy 2 koła z czerwonego papieru. Zgięliśmy na pół. Jedną połowę koła trochę przycięliśmy i syn przykleił na zieloną kartkę. Tak samo zrobiliśmy z drugim kołem. Trochę mu pomogłam, by skrzydełka były obok siebie. Następnie nakleił wycięte przez mnie kółka. Zrobiliśmy też trawę z prostokątnego kawałka papieru, naciętego nożyczkami. Dorysowałam głowę i oprawiłam w ramkę :)
2) Zrobiłam coś na kształt "szorstkich liter" M. Montessori. Do niebieskiego brystolu przykleiłam wyciętą z drobnoziarnistego papieru literę "b". Starszy Brat poznawał kształt litery, dotykając jej palcem zgodnie z tym, jak ją piszemy.
3) Wycięłam 6 liści z papieru i nakleiłam na 3 kartki. Na brystolu namalowałam czarne ciało biedronki i nakleiłam czerwone skrzydełka. Wycięłam. Następnie nakleiłam samoprzylepne rzepy na "brzuchach" owadów i na liściach - po jednym na liść. Wyszła mi świetna pomoc do nauki liczenia.
Kiedy Starszy Brat przyczepiał biedronki na liście, głośno liczyliśmy. Oczywiście, można tak się bawić i bez rzezpów, ale po pierwsze bardzo uatrakcyjniają liczenie, a po drugie, dzięki nim, uzyskujemy efekt trójwymiarowości. Też fajnie :)
4) Dopasowywanka na spostrzegawczość.
Ze starych ćwiczeń wycięłam obrazek przedstawiający krajobraz oraz 3 obrazki: biedronki, motyla i mrówki. Jak widać, obrazek ma na sobie znaki czasu - pierwsze próby pisania ołówkiem poczynione jakiś rok temu, ale to nam zupełnie nie przeszkadza. Zadanie polegało na odnalezieniu na obrazku tych stworzeń.
5) Kolorowanka również ze starych ćwiczeń.
6)Wydrukowałam zdjęcia 4 owadów: biedronkę, konika polnego, motyla i pszczołę. W koszyku położyłam figurki przedstawiające te stworzonka. Zadanie wiadome :)
7) No i last but not least hit sezonu - ryż :)
Najpierw na kartce odrysowałam literki piankowe, tak że utworzyły słowo "biedronka". Literki ukryłam w ryżu. Zadanie polegało na odszukaniu wszystkich skarbów i ułożeniu ich w odpowiednim miejscu na kartce.
Etykiety:
DIY,
inspirowane Montessori,
Zrób to sam
niedziela, 21 czerwca 2015
Tęczowe słoiki
Włożyłam do niedużego koszyka różne małe przedmioty znalezione w domu, głównie w pokoju dziecięcym i moim pudle z materiałami plastycznymi. Znalazły się tam nakrętki, piórka, balony, tasiemki, koraliki, pompony, piankowe literki i małe zabawki. Postawiłam przed Starszym Bratem 6 pustych słoików i koszyk. Jego zadaniem było posegregowanie przedmiotów według kolorów. Niestety nie zrobiłam mu zdjęcia, gdy się bawił, ponieważ w tym czasie karmiłam Młodszą Siostrę.
Na głos powtarzaliśmy kolory i nazywaliśmy przedmioty. Na końcu syn miał świetne ćwiczenie rączek, gdy zakręcał słoiki.
Oto efekt:
Słoiki postawione na parapecie pięknie odbijają światło.
Na głos powtarzaliśmy kolory i nazywaliśmy przedmioty. Na końcu syn miał świetne ćwiczenie rączek, gdy zakręcał słoiki.
Oto efekt:
Słoiki postawione na parapecie pięknie odbijają światło.
Etykiety:
Zrób to sam
środa, 10 czerwca 2015
Szarlotkowy krem jaglany z morelą
Bardzo lubiany przez Młodszą Siostrę. Można spokojnie podawać już wcześniej, u nas w wersji bez cynamonu to był jeden z pierwszych deserów.
Oto jak go zrobić:
Kaszę najpierw dokładnie płuczę do uzyskania czystej wody (najczęściej zmieniam wodę 3 razy). Następnie sparzam wrzątkiem, odcedzam, wsypuję do garnka i zalewam 2 razy większą ilością wody. Gotuję, a gdy woda praktycznie wsiąknie i na kaszy pojawią się dziurki, wyłączam i odstawiam pod przykryciem.
Morelę najczęściej wrzucam do kubeczka, zalewam wodą i moczę całą noc. Następnego dnia blenduję z kaszą i jabłkiem. Dodaję szczyptę cynamonu. Pycha!
Oto jak go zrobić:
składniki:
1/3 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
1 suszona morela niesiarkowana moczona przez noc
1/2 jabłka surowego utartego na tarce
szczypta cynamonu
Kaszę najpierw dokładnie płuczę do uzyskania czystej wody (najczęściej zmieniam wodę 3 razy). Następnie sparzam wrzątkiem, odcedzam, wsypuję do garnka i zalewam 2 razy większą ilością wody. Gotuję, a gdy woda praktycznie wsiąknie i na kaszy pojawią się dziurki, wyłączam i odstawiam pod przykryciem.
Morelę najczęściej wrzucam do kubeczka, zalewam wodą i moczę całą noc. Następnego dnia blenduję z kaszą i jabłkiem. Dodaję szczyptę cynamonu. Pycha!
Etykiety:
dania po 8. miesiącu,
przepisy
Zupa cukiniowa
Bardzo pożywna zupka, którą ze względu na dodatek kaszy orkiszowej (gluten) lepiej serwować po 8. miesiącu życia dziecka.
Oto jak ją zrobić:
Marchewkę i pietruszkę pokrojone w grube plastry wrzucić do gotującej się wody. Po chwili dodać cukinię (cukinia szybko się ugotuje, więc przygotowany kawałek kroję na połowę lub 3 części i wrzucam do garnka). Po ok. 5 minutach dodaję kaszkę orkiszową. Gdy warzywa będą miękkie, blenduję je z pozostałymi składnikami i dodaję odrobinę oliwy.
Oto jak ją zrobić:
składniki:
1 marchewka
1 pietruszka
1/4 cukinii
natka pietruszki
1/2 żółtka ugotowanego
2 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej
łyżeczka kaszki orkiszowej
olej lniany lub oliwa z oliwek
Marchewkę i pietruszkę pokrojone w grube plastry wrzucić do gotującej się wody. Po chwili dodać cukinię (cukinia szybko się ugotuje, więc przygotowany kawałek kroję na połowę lub 3 części i wrzucam do garnka). Po ok. 5 minutach dodaję kaszkę orkiszową. Gdy warzywa będą miękkie, blenduję je z pozostałymi składnikami i dodaję odrobinę oliwy.
Etykiety:
dania po 8. miesiącu,
przepisy
piątek, 5 czerwca 2015
Kosze skarbów
...pełne przedmiotów o różnych fakturach, kształtach.
Rozwój zmysłu dotyku w metodzie Montessori stanowi jeden z kluczowych punktów. Wrażliwe opuszki palców są głównym narzędziem poznania świata. Za pomocą dotyku człowiek poznaje przedmiot i uczy się go klasyfikować pod względem danej cechy. Dotyk wywołuje różne doznania, uczy wrażliwości.
Poza zabawkami i przedmiotami codziennego użytku, do których moje dzieci mają dostęp na co dzień, wkładam córce co pewien czas do koszyków różne przedmioty, żeby stymulować jej zmysły. Oto dwa z nich.
Piłki
Jedna drewniana, inna kauczukowa, ze steropianu, jeszcze inna miękka wypełniona grochem, do masażu z wypustkami, czy tenisowa.
Tosia dotyka, zgniata, rzuca. Ja w tym czasie opisuję je (ta jest miękka, ta jest twarda i zielona) i nazywam to, co robi.
Różności w jednej tonacji kolorystycznej
Dzięki jednej kolorystyce stymulujemy bardziej zmysł dotyku, niż wzroku.
Tym razem w koszyku znalazły się:
drewaniane jajko, myszka z ogonkiem ze sznurka, tasiemka koronkowa, worek z grochem uszyty przez mnie i lotka z piórami.
Rozwój zmysłu dotyku w metodzie Montessori stanowi jeden z kluczowych punktów. Wrażliwe opuszki palców są głównym narzędziem poznania świata. Za pomocą dotyku człowiek poznaje przedmiot i uczy się go klasyfikować pod względem danej cechy. Dotyk wywołuje różne doznania, uczy wrażliwości.
Poza zabawkami i przedmiotami codziennego użytku, do których moje dzieci mają dostęp na co dzień, wkładam córce co pewien czas do koszyków różne przedmioty, żeby stymulować jej zmysły. Oto dwa z nich.
Piłki
Jedna drewniana, inna kauczukowa, ze steropianu, jeszcze inna miękka wypełniona grochem, do masażu z wypustkami, czy tenisowa.
Tosia dotyka, zgniata, rzuca. Ja w tym czasie opisuję je (ta jest miękka, ta jest twarda i zielona) i nazywam to, co robi.
Różności w jednej tonacji kolorystycznej
Dzięki jednej kolorystyce stymulujemy bardziej zmysł dotyku, niż wzroku.
Tym razem w koszyku znalazły się:
drewaniane jajko, myszka z ogonkiem ze sznurka, tasiemka koronkowa, worek z grochem uszyty przez mnie i lotka z piórami.
środa, 3 czerwca 2015
Sensoryczna torba skarbów
Zrobiłam 7-miesięcznej córce torbę skarbów, do ściskania, ugniatania, poznawania faktur.
Wykorzystałam:
- żel do włosów- najtańszy, kupiony w Biedronce;
- torbę foliową z zapięciem strunowym (tak to się nazywa?), ale równie dobrze może być każda inna torebka z dość grubej folii (im grubsza, tym lepsza);
- kilka "skarbów" znalezionych w domu, konkretnie w dziecięcym pokoju;
- taśmę przezroczystą do dokładnego sklejenia torby, żeby mieć pewność, że żel nie wydostanie się na zewnątrz;
- nożyczki
Tosia gniotła ją sobie i na podłodze, i w krzesełku do karmienia. W tym drugim można torbę dodatkowo przykleić do blatu, żeby nie spadała co chwilę.
Wykorzystałam:
- żel do włosów- najtańszy, kupiony w Biedronce;
- torbę foliową z zapięciem strunowym (tak to się nazywa?), ale równie dobrze może być każda inna torebka z dość grubej folii (im grubsza, tym lepsza);
- kilka "skarbów" znalezionych w domu, konkretnie w dziecięcym pokoju;
- taśmę przezroczystą do dokładnego sklejenia torby, żeby mieć pewność, że żel nie wydostanie się na zewnątrz;
- nożyczki
Tosia gniotła ją sobie i na podłodze, i w krzesełku do karmienia. W tym drugim można torbę dodatkowo przykleić do blatu, żeby nie spadała co chwilę.
Etykiety:
sensoryczne,
zabawy z maluchami 6-12 miesięcy,
Zrób to sam
wtorek, 2 czerwca 2015
Na Dzień Dziecka. Dla Trzylatka - miasto z kartonu i pudełek

Na miejscach parkingowych narysowałam loga marek samochodowych. Starszy Brat zna wszystkie (na spacerze czasem mnie poprawia, bo notorycznie mylę Hondę z Hyundaiem). Miałam w planie naklejenie takich samych znaczków na resorakach, żeby każde auto miało przypisane miejsce parkingowe (a syn poćwiczył dopasowywanie), ale nie strarczyło mi czasu. Może za jakiś czas, gdy miasteczko w takiej postaci już się troszkę opatrzy, będę wprowadzać jakieś zmiany. Mam już pomysł na m. in. plac zabaw.
Stanowiska do tankowania to przecięte na pół opakowanie po maści. Uchwyty zrobiłam z rączek ludzika LEGO (jakkolwiek makabrycznie to brzmi ;)).
Kostkowi spodobały się bardzo owoce na straganie. Po tym, jak pojeździł autami, wykładał je z "koszyka" z pudełka od zapałek, i liczył po swojemu.
Myjnię zrobiłam z 2 wałków malarskich w najmniejszym rozmiarze nałożonych na pocięte pałeczki do chińszczyzny i kawałka polaru.
Etykiety:
na specjalne okazje,
Zrób to sam