Czujemy zbliżające się Święta Wielkanocne.
Chcąc udekorować mieszkanie z tej okazji, zrobiliśmy prostą i przyjemną ozdobę - pisanki i ozdoby z masy solnej.
Większość zawisła na gałązkach bazi, część zdobi drzwi.
Oto, jak wyglądają:
Zrobiliśmy masę solną, według przepisu:
- 1 szklanka mąki
- 1 szklanka soli
- trochę wody
Foremkami do ciastek stworzyliśmy kształty, szlaczki zrobiliśmy drewnianymi patyczkami i kredkami, słomką dziurkę na tasiemkę i tak przygotowane ozdoby położyliśmy na parapecie do wyschnięcia.
Następnego dnia pomalowaliśmy ozdoby farbami akrylowymi i znowu zostawiliśmy do wyschnięcia.
Po 2 godzinach na kolorowej włóczce powiesiliśmy na gałązkach bazi i drzwiach.
Tak oto w szybki i tani sposób można stworzyć niepowtarzalny klimat w mieszkaniu :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensoryczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensoryczne. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 kwietnia 2019
Dekoracje wielkanocne: pisanki z masy solnej
Etykiety:
DIY,
na specjalne okazje,
sensoryczne,
Zrób to sam
wtorek, 26 marca 2019
Kontynenty sensorycznie (oraz las tropikalny z reżuchy)
Jeśli szukacie sposobów, jak w nietuzinkowy sposób nauczyć dziecko nazw kontynentów, to może zainteresuje Was taki sensoryczny projekt. Jak wiadomo, nauka przez zabawę i z wykorzystaniem rąk jest najprzyjemniejsza i najefektywniejsza.
Tak wygląda efekt końcowy.
Takie kontynenty zrobiłam z moją Uczennicą - trzecioklasistką. W międzyczasie śpiewałyśmy znaną z blogów inspirujących się metodą Montessori piosenkę "Nasza kula ziemska siedem lądów ma".
Kontynenty wycięłyśmy z grubej tektury.
Następnie poprzyklejałyśmy na niej skrawki ręcznika papierowego maczanego w masie klejowej (klej wikol + woda), tworząc fakturę imitującą prawdziwe ukształtowanie Ziemi. Ten sam sposób wykorzystałam, robiąc pień drzewa w DOMKU DLA MYSZEK.
Gdy masa wyschła, pomalowałyśmy kontynenty na kolory Ziemi.
Wpadłam na pomysł, żeby na Ameryce Południowej zrobić imitację lasu tropikalnego z rzeżuchy.
W tym celu, tekturowy kontynent owinęłyśmy folią,
przykleiłyśmy waciki kosmetyczne...
... i wysypałyśmy rzeżuchę.
Przez kilka kolejnych dni moja Uczennica pilnowała, by nawadniać rzeżuchę i tak wyrósł nam las tropikalny.
Na innych kontynentach poprzyklejałyśmy sztuczny mech i muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczył mnie efekt końcowy. Robione na szybko zdjęcia nie oddają tego, jak świetnie wyszły te kontynenty.
Aż żałuję, że sama nie byłam tak uczona w szkole. Jasne, że tak jest trochę dłużej. Jasne, że jest więcej bałaganu, ale przecież w nauce nie chodzi tylko o efekty, ale też o zaszczepienie w dzieciach tego, że i sama droga do wiedzy jest (może być) atrakcyjna. A i wiedza zdobywana przy użyciu zmysłów zostaje na dłużej.
Tak wygląda efekt końcowy.
Takie kontynenty zrobiłam z moją Uczennicą - trzecioklasistką. W międzyczasie śpiewałyśmy znaną z blogów inspirujących się metodą Montessori piosenkę "Nasza kula ziemska siedem lądów ma".
Kontynenty wycięłyśmy z grubej tektury.
Następnie poprzyklejałyśmy na niej skrawki ręcznika papierowego maczanego w masie klejowej (klej wikol + woda), tworząc fakturę imitującą prawdziwe ukształtowanie Ziemi. Ten sam sposób wykorzystałam, robiąc pień drzewa w DOMKU DLA MYSZEK.
Gdy masa wyschła, pomalowałyśmy kontynenty na kolory Ziemi.
Wpadłam na pomysł, żeby na Ameryce Południowej zrobić imitację lasu tropikalnego z rzeżuchy.
W tym celu, tekturowy kontynent owinęłyśmy folią,
przykleiłyśmy waciki kosmetyczne...
... i wysypałyśmy rzeżuchę.
Przez kilka kolejnych dni moja Uczennica pilnowała, by nawadniać rzeżuchę i tak wyrósł nam las tropikalny.
Na innych kontynentach poprzyklejałyśmy sztuczny mech i muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczył mnie efekt końcowy. Robione na szybko zdjęcia nie oddają tego, jak świetnie wyszły te kontynenty.
Aż żałuję, że sama nie byłam tak uczona w szkole. Jasne, że tak jest trochę dłużej. Jasne, że jest więcej bałaganu, ale przecież w nauce nie chodzi tylko o efekty, ale też o zaszczepienie w dzieciach tego, że i sama droga do wiedzy jest (może być) atrakcyjna. A i wiedza zdobywana przy użyciu zmysłów zostaje na dłużej.
Etykiety:
DIY,
edukacja domowa,
edukacja wczesnoszkolna,
sensoryczne,
Zrób to sam
wtorek, 26 lutego 2019
Tablica manipulacyjna
Ta tablica miała powstać już wcześniej. Dużo wcześniej. Trzy lata wcześniej. Wtedy kupiłam część materiałów, a obdarowane miało być takim prezentem nasze drugie dziecko. Miało, ale nie zostało. Zamki, rurki przeleżały w torbie 3 lata, zniosły 2 przeprowadzki i w końcu doczekały się drugiego życia.
Nasza tablica manipulacyjna jest mało wymyślna. Zawiera tylko te elementy, które wiem, że będą w użyciu w ciągu najbliższego pół roku. Nie ma tu sznurówek do wiązania, bo wiem, że żaden roczniak (a nawet dwulatek) nie opanuje tej umiejętności, ani kłódek do otwierania. Nie chciałam też powielać elementów, które Najmłodsza Siostra ma w innych zabawkach.
Wyszło nam coś takiego:
Bazę stanowi stara półka, na której były książki kuchenne.
Na samej górze jest uchwyt do szafki kuchennej, do którego przyczepia się spinacze ptaszki.
Niżej lampka włączana na wcisk i wieszak w kształcie bałwanka z zawieszoną rozkładaną metrówką.
Niżej niebieski kontakt z klapką i dzwonek do roweru.
Po prawej dwie rurki do wrzucania piłeczek i pomponów, a na samym dole dwa zamki.
Na samym środku tekturowa literka z rzepem, o której więcej pisałam W POPRZEDNIM POŚCIE.
Tablica zawieszona jest na tyle nisko, że Córa nie zrobi sobie krzywdy haczykiem do zamka (to była moja największa obawa). Wisi w strategicznym miejscu - między salonem a kuchnią, tak że mam na nią oko (i ona na mnie ;-)), gdy gotuję.
Mam nadzieję, że będzie nam służyć :)
Nasza tablica manipulacyjna jest mało wymyślna. Zawiera tylko te elementy, które wiem, że będą w użyciu w ciągu najbliższego pół roku. Nie ma tu sznurówek do wiązania, bo wiem, że żaden roczniak (a nawet dwulatek) nie opanuje tej umiejętności, ani kłódek do otwierania. Nie chciałam też powielać elementów, które Najmłodsza Siostra ma w innych zabawkach.
Wyszło nam coś takiego:
Bazę stanowi stara półka, na której były książki kuchenne.
Na samej górze jest uchwyt do szafki kuchennej, do którego przyczepia się spinacze ptaszki.
Niżej lampka włączana na wcisk i wieszak w kształcie bałwanka z zawieszoną rozkładaną metrówką.
Niżej niebieski kontakt z klapką i dzwonek do roweru.
Po prawej dwie rurki do wrzucania piłeczek i pomponów, a na samym dole dwa zamki.
Na samym środku tekturowa literka z rzepem, o której więcej pisałam W POPRZEDNIM POŚCIE.
Tablica zawieszona jest na tyle nisko, że Córa nie zrobi sobie krzywdy haczykiem do zamka (to była moja największa obawa). Wisi w strategicznym miejscu - między salonem a kuchnią, tak że mam na nią oko (i ona na mnie ;-)), gdy gotuję.
Mam nadzieję, że będzie nam służyć :)
środa, 20 lutego 2019
Literkowy rzep
Czym zająć malucha, który jeszcze nie chodzi, ale też i już nie siedzi? Wiecie, o jakim etapie mówię. ;-) Zrobiłam prostą zabawkę manipulacyjną, która ćwiczy chwyt pensetowy, koordynację ręka-oko. Trochę robi to samo, co lodówka z magnesami, ale jest mała, przenośna, lekka.
U nas będzie to jeden z elementów prezentu urodzinowego, który się robi i o którym będzie osobny wpis.
Do zrobienia takiego literkowego rzepu potrzebne będą:
- literka z kartonu - do kupienia w sklepach papierniczych, artystycznych, Empiku;
- rzep - kupiony na metry (potrzebna tylko szorstka strona)
- klej na gorąco
Do takiej literki z powodzeniem przyczepią się pompony, elementy z filcu.
Oczywiście osobna literka z kartonu nie jest niezbędna. Rzep można przykleić bezpośrednio do podłoża. Można zrobić z niego dowolny kształt, ale taka pierwsza litera imienia czyż nie jest idealnym wczesnoedukacyjnym wyborem ;) Jest niczym szorstki alfabet Montessori w wersji dla najmłodszych.
U nas będzie to jeden z elementów prezentu urodzinowego, który się robi i o którym będzie osobny wpis.
Do zrobienia takiego literkowego rzepu potrzebne będą:
- literka z kartonu - do kupienia w sklepach papierniczych, artystycznych, Empiku;
- rzep - kupiony na metry (potrzebna tylko szorstka strona)
- klej na gorąco
Do takiej literki z powodzeniem przyczepią się pompony, elementy z filcu.
Oczywiście osobna literka z kartonu nie jest niezbędna. Rzep można przykleić bezpośrednio do podłoża. Można zrobić z niego dowolny kształt, ale taka pierwsza litera imienia czyż nie jest idealnym wczesnoedukacyjnym wyborem ;) Jest niczym szorstki alfabet Montessori w wersji dla najmłodszych.
środa, 12 grudnia 2018
Tablica sensoryczna z klapkami
Ulubiona zabawa mojej Najmłodszej to "a kuku". I tak na szybko, z "przydasiów" powstała upcyclingowa tablica sensoryczna, stymulująca zmysł dotyku.
Wieczka od mleka modyfikowanego przykleiłam klejem na gorąco do góry od pudełka tekturowego.
Do środka poprzyklejałam:
- kawałek wykładziny z pokoju dzieci,
- antypoślizgową matę do wanny,
- kawałek szmatki do czyszczenia,
- stare korale nanizane na gumkę i z tą gumką przyklejone,
- kawałek tektury falistej.
Samo otwieranie klapek to na razie wyzwanie ;)
Wieczka od mleka modyfikowanego przykleiłam klejem na gorąco do góry od pudełka tekturowego.
Do środka poprzyklejałam:
- kawałek wykładziny z pokoju dzieci,
- antypoślizgową matę do wanny,
- kawałek szmatki do czyszczenia,
- stare korale nanizane na gumkę i z tą gumką przyklejone,
- kawałek tektury falistej.
Samo otwieranie klapek to na razie wyzwanie ;)
niedziela, 25 listopada 2018
Jeże z plasteliny i pestek
Przez tydzień dzieci kisiły się w domu. Zakichane, zasmarkane.
Robiliśmy trochę jesiennych zadań. Między innymi takie jeże. Coś z niczego. Coś z tego, co na pewno jest w domu, a przy okazji niezłe ćwiczenie małej motoryki.
Do zrobienia takiego jeża potrzebujemy:
- plasteliny
- pestek słonecznika
- 2 ziarenek pieprzu
- 1 ziarna angielskiego
Robiliśmy trochę jesiennych zadań. Między innymi takie jeże. Coś z niczego. Coś z tego, co na pewno jest w domu, a przy okazji niezłe ćwiczenie małej motoryki.
Do zrobienia takiego jeża potrzebujemy:
- plasteliny
- pestek słonecznika
- 2 ziarenek pieprzu
- 1 ziarna angielskiego
Etykiety:
DIY,
sensoryczne,
zabawy z maluchami 24-36 miesięcy,
Zrób to sam
środa, 21 listopada 2018
Figurki z mieszkańcami krajów - sąsiadów Polski
Pojawiły się w naszym domu puzzle - mapa Europy. I wraz z nimi wielkie zainteresowanie geografią. Puzzle układane są wielokrotnie każdego dnia, przez dwójkę, od 2 tygodni. Do tego rogi stron "Map" Mizielińskich zaraz pożółkną od ciągłego wertowania. Wiele, wiele kartek z narysowanymi przez Starszego Brata flagami różnych krajów wala się po domu. Krótko mówiąc, jest tzw. faza ;)
W ramach domowych "lekcji" Starszy Brat postanowił zrobić ludziki przedstawiające różnych mieszkańców. I tak powstało 8 sąsiadów Polski (uwzględniając Szwecję).
Najpierw syn rysował na kartce flagę danego kraju i kolorował ją pastelami olejnymi. Następnie wycinał; razem przyklejaliśmy na drewnianą figurkę klejem introligatorskim.
Farbami akrylowymi malowałam twarze i kontury włosów, a syn malował resztę.
Mieliśmy dużo frajdy, a chyba nikogo nie trzeba przekonywać jak owocna edukacyjnie jest to zabawa. Mój sześciolatek bije mnie na głowę, jeśli chodzi o rozpoznawanie flag.
Kilka dni temu padł też z jego ust pomysł, by zrobić mieszkańców różnych województw Polski. Tylko czy ja mam tyle figurek?
W ramach domowych "lekcji" Starszy Brat postanowił zrobić ludziki przedstawiające różnych mieszkańców. I tak powstało 8 sąsiadów Polski (uwzględniając Szwecję).
Najpierw syn rysował na kartce flagę danego kraju i kolorował ją pastelami olejnymi. Następnie wycinał; razem przyklejaliśmy na drewnianą figurkę klejem introligatorskim.
Farbami akrylowymi malowałam twarze i kontury włosów, a syn malował resztę.
Mieliśmy dużo frajdy, a chyba nikogo nie trzeba przekonywać jak owocna edukacyjnie jest to zabawa. Mój sześciolatek bije mnie na głowę, jeśli chodzi o rozpoznawanie flag.
Kilka dni temu padł też z jego ust pomysł, by zrobić mieszkańców różnych województw Polski. Tylko czy ja mam tyle figurek?
Etykiety:
DIY,
edukacja domowa,
edukacja wczesnoszkolna,
sensoryczne,
wczesna edukacja,
Zrób to sam
piątek, 19 października 2018
Sensoryczne butelki DIY
Przyznam, że patrzenie na te buteleczki i latający w nich brokat działa na mnie relaksująco. Chyba zrozumiałam fenomen szklanych kul ze sztucznym śniegiem ;-)
Do dwóch buteleczek na kosmetyki wlałam wodę i brokat. Zakręciłam porządnie. Nakrętkę można też zakleić taśmą, a nawet klejem na gorąco, by mieć pewność, że dziecko jej nie odkręci.
Do trzeciej butelki wlałam wodę, olej i wsypałam odrobinę barwnika spożywczego.
Te buteleczki 100 mililitrowe są o tyle fajne, że dobrze pasują do małych rączek, ale oczywiście można wykorzystać też butelki po wodzie.
Do dwóch buteleczek na kosmetyki wlałam wodę i brokat. Zakręciłam porządnie. Nakrętkę można też zakleić taśmą, a nawet klejem na gorąco, by mieć pewność, że dziecko jej nie odkręci.
Do trzeciej butelki wlałam wodę, olej i wsypałam odrobinę barwnika spożywczego.
Te buteleczki 100 mililitrowe są o tyle fajne, że dobrze pasują do małych rączek, ale oczywiście można wykorzystać też butelki po wodzie.
środa, 19 września 2018
Montessori po kosztach: walec z dzwoneczkiem
Ceny zabawek montessoriańskich są niemożliwe. Zrobiłam Najmłodszej walec z dzwoneczkiem z tego, co było w domu.
Czyli z:
- 2 nakrętek od małych słoiczków - te od gotowych posiłków dla dzieci mają tę przewagę, że wewnątrz mają okrągłą wypustkę, która dodatkowo trzyma patyczki we właściwym miejscu;
- patyczków od lodów
- 2 dzwoneczków - można je kupić w sklepach papierniczych
- kleju na gorąco
Najpierw przycięłam patyczki.
Następnie klejem na gorąco zrobiłam "kleksy" na wewnętrznej części nakrętki i powsadzałam w nie patyczki.
Wrzuciłam do środka dzwoneczki i wnętrze drugiej nakrętki wypełniłam klejem na gorąco. Nasadziłam nakrętkę na patyczki i gotowe.
Czyli z:
- 2 nakrętek od małych słoiczków - te od gotowych posiłków dla dzieci mają tę przewagę, że wewnątrz mają okrągłą wypustkę, która dodatkowo trzyma patyczki we właściwym miejscu;
- patyczków od lodów
- 2 dzwoneczków - można je kupić w sklepach papierniczych
- kleju na gorąco
Najpierw przycięłam patyczki.
Następnie klejem na gorąco zrobiłam "kleksy" na wewnętrznej części nakrętki i powsadzałam w nie patyczki.
Wrzuciłam do środka dzwoneczki i wnętrze drugiej nakrętki wypełniłam klejem na gorąco. Nasadziłam nakrętkę na patyczki i gotowe.
piątek, 25 maja 2018
Tęczowa zawieszka nad łóżeczko
Zrobiłam Najmłodszej filcową zawieszkę. Już dość dawno, ale dopiero teraz miałam chwilę, by pokazać poszczególne etapy jej powstawania tu, na blogu.
Wszystko zaczęło się od projektu, który pokolorował mój syn.
Do wykonania takiej ozdoby potrzebne są:
- kolorowy filc
- kolorowe nicie
- klej na gorąco
- kolorowe tasiemki zygzaki
- nożyczki
- igły oczywiście
Najpierw wycięłam półkola różnej wielkości z filcu. Na jedną tęczę potrzebujemy 2 takich zestawów, więc w sumie 12 kawałków filcu.
Tak to powinno wyglądać po nałożeniu na siebie. Następnie zaczęłam zszywać kawałki ze sobą, zaczynając od najmniejszego, fioletowego, który fioletową nitką przyszyłam do niebieskiego, tak, by było widać ścieg.
Gdy całą jedną tęczę już zszyłam, przyczepiłam z tyłu kawałek czerwonej tasiemki.
Tak samo zszyłam drugą tęczę i gdy obie były gotowe, zszyłam je ze sobą.
Całość jest dość gruba i trochę trzeba się namęczyć, by zszyć 12 kawałków filcu ;)
Następnie wycięłam 4 chmurki z filcu. Do dwóch przyszyłam kolorowe zygzakowe tasiemki, pilnując by kolory tęczy pokrywały się z tymi na "deszczu".
Ostatnim krokiem było przyszycie chmurek do tęczy i zszycie ich razem.
Wszystko zaczęło się od projektu, który pokolorował mój syn.
Do wykonania takiej ozdoby potrzebne są:
- kolorowy filc
- kolorowe nicie
- klej na gorąco
- kolorowe tasiemki zygzaki
- nożyczki
- igły oczywiście
Najpierw wycięłam półkola różnej wielkości z filcu. Na jedną tęczę potrzebujemy 2 takich zestawów, więc w sumie 12 kawałków filcu.
Tak to powinno wyglądać po nałożeniu na siebie. Następnie zaczęłam zszywać kawałki ze sobą, zaczynając od najmniejszego, fioletowego, który fioletową nitką przyszyłam do niebieskiego, tak, by było widać ścieg.
Tak samo zszyłam drugą tęczę i gdy obie były gotowe, zszyłam je ze sobą.
Całość jest dość gruba i trochę trzeba się namęczyć, by zszyć 12 kawałków filcu ;)
Następnie wycięłam 4 chmurki z filcu. Do dwóch przyszyłam kolorowe zygzakowe tasiemki, pilnując by kolory tęczy pokrywały się z tymi na "deszczu".
Ostatnim krokiem było przyszycie chmurek do tęczy i zszycie ich razem.
Etykiety:
DIY,
sensoryczne,
Zrób to sam




























































