wtorek, 24 listopada 2015

W rączkach 13-miesięcznej panny

W zasadzie niewiele się zmieniło przez ostatni miesiąc, poza tym, że CHODZI!!! Nadal najchętniej bawi się we wkładanie. Pomadka Tisane ratuje nas w miejscach publicznych ;) Nadal trwa umiłowanie form okrągłych. Najczęściej trzyma w rękach coś okrągłego, np. kasztana, szklaną kulkę, drewniany klocek. Pozwalam jej na to. Domyślam się, że ułatwia jej to utrzymanie równowagi. Nigdy też specjalnie nie wkładała małych przedmiotów do ust. Nawet, gdy była malutka i wychodziły jej pierwsze zęby. No, ale oczywiście, mam ją cały czas na oku i kontroluję, czy to coś ciągle jest w rękach.
Na jej półce z zabawkami też niewiele zmian.
Do koszyczka ze zwierzątkami dorzuciłam zdjęcia tychże.

Sympatią darzy też miękką wieżę.


No i hit miesiąca - szklane kulki. Zajmują i ją, i Starszego Brata na długie minuty. W tej chwili też wyjmuje i wkłada je do opakowania, mrucząc.


No i książeczki! Ale o tym będzie mowa w osobnym poście.


czwartek, 19 listopada 2015

Mikołajki 2015: paleta malarska z nakrętkami

Dla tej, która ciągle kombinuje, co by tu gdzieś włożyć, nałożyć, wcisnąć.
Dla miłośniczki słoików i okrągłych kształtów.
Dla tej, która niedługo nauczy się, jak zakręcać i odkręcać...

zrobiłam prezent na Mikołajki - paletę, która zamiast farb ma odcięte końcówki butelek z nakrętkami.
Zabawka na dopasowywanie, naukę kolorów, odkręcanie i zakręcanie.
Potrzebujemy:
palety malarskiej
5,6 plastikowych butelek po mleku lub soku z nakrętkami w różnych kolorach
małych gwoździ (po 2 na kolor)
młotka
nożyczek

1. Odcinamy końcę butelek ok. 2 cm od "szyjki", a nastepnie wycinamy 2 wypustki, do których przybijemy gwozdki. Końce wypustek zaokrąglamy.


2. Przybijamy butelki do palety i...klniemy ;-) Dochodzimy do wniosku, że 2 wypustki zamiast pierwotnych czterech wystarczą i że 5 nakrętek na początek (zamiast planowanych sześciu)  to i tak o jedną za dużo. Dobre rady dla tych, którzy się  chcą uczyć na moich błędach: nie kupujcie najmniejszych możliwych gwoździ. NIE DA się ich przybić. Ostatecznie, wbijałam większy gwóźdź, wyciągałam i go i wkładałam mój - 11-milimetrowy. Wystające końcówki gwoździ po drugiej strony palety zaginamy młotkiem.
W międzyczasie stukaniem budzimy dziecko, śpiące w drugim pokoju i kontynuujemy razem z nim. Z niespodzianki mikołajkowej nici, ale przy okazji maluch, który MUSI już w tym momencie i koniecznie teraz się tym pobawić, informuje nas, czy warto było. Warto :)
Następnie chowamy prezent i liczymy na to, że roczniak ma krótką pamięć i 6 grudnia ucieszy się z zabawki, jakby ją widział po raz pierwszy.





piątek, 13 listopada 2015

Drzewko pamięci

Już prawie połowa miesiąca, ale to Drzewko Pamięci towarzyszy nam od pierwszego listopada. Codziennie wieczorem, modlimy się za zmarłą osobę, której imię znajduje się na listku w pudełku, a Starszy Brat przykleja liść do drzewka. 
Jak je zrobiłam?
Drzewo wycięłam z brystolu, nakleiłam na kawałek tapety.
Listki narysowałam na kartkach i jeszcze w październiku malowaliśmy je przez 3 wieczory farbami. Albo po prostu pędzelkiem, albo zmywakiem kuchennym maczanym w plakatówkach.

tak wyglądało na początku...

a tak będzie wyglądało pod koniec miesiąca






piątek, 30 października 2015

Zabawy pod kaloryferem

Dzień bez zabawy drewnianymi torami jest dniem straconym. Już nawet nie sprzątamy ich wieczorem.





 Na lawecie są przewożone ścięte choinki z lasu. To pomysł Starszego Brata, inspirowany ilustracją z ukochanej "Zimy na ulicy Czereśniowej".


środa, 28 października 2015

12 miesięcy - ulubione zabawy

Najbardziej ulubioną czynnością jest oczywiście chodzenie. To nie ulega wątpliwości. Chodzenie za dwie ręce z mamą. Ciągle. W kółko. Do znudzenia (mojego). Pocieszam się, że jeszcze kilka tygodni i mój kręgosłup będzie mógł trochę odpocząć, a przynajmniej się wyprostować ;-)

A w chwili, gdy zdaży jej się usiąść, cudnie się bawi następującymi przedmiotami:

 




Wkładanie do słoika i wyciąganie tych szklanych kamyczków zajmuje ją na długo. Po każdym wyjętym kamyczku słoik zawsze "zakręca".
A kasztany? No cóż, w zasadzie są ciągle w jej rękach. Kasztany lub szklane kamyczki. Nie wiem, czy podpatrzyła to u brata, który nierozstaje się z samochodzikami. Czy pomaga jej to utrzymać równowagę. Nie wiem. Ale bawi się nimi uroczo. Na ostatnim zdjęciu kasztany włożone są do pojemnika na jajka, który był w nowej lodówce i z którego nigdy nie korzystam.

Sorter firmy Goki. Do niedawna Młodsza Siostra jedynie wyciągała krążki, od kilku dni z dumą oglądam, jak precyzyjnie je wkłada na drążki.

O tych puzzlo-klockach pisałam tu. Córa rozkłada i składa, rozkłada i składa. Trochę jak popadnie, ale - jak ma do wyboru - to łaczy niebieskie z niebieskimi, a zielone z zielonymi.

I znowu wkładanie. Słoik z nakrętką z dziurkami kupiłam kiedyś w secondhandzie. Patyczki w sklepie papierniczym i zestaw gotowy na długie jesienne wieczory ;-)

No i zwierzaki. Najczęściej bawimy się nimi przy posiłkach. Tola świetnie naśladuje krowę.

Czym jeszcze się bawi? Moim sztyftem ochronnym do ust firmy Tisane. Zdejmuje nasadkę i wkłada. Jakieś 50 razy podczas jednego posiedzenia. Ostatnio nawet bez patrzenia. Próbowałam to kilka razy nagrać, ale gdy T. widzi aparat, natychmiast się do niego śmieje i przestaje się bawić.

Poza tym, Tosia ma swoje ulubione książeczki, o których innym razem i dwie grające zabawki, do ktorych tańczy :)

wtorek, 20 października 2015

Leśny tort urodzinowy

Z jednej strony ten rok minął bardzo szybko, z drugiej wydaje się, że 11 października 2014 roku był wieki temu. Ten dzień (i noc) pamiętam bardzo wyraźnie, lubię do niego wracać myślami. I do wszystkich ważnych chwil, które się od tego dnia wydarzyły!

Uwielbiam obserwować Jej jasno zarysowaną osobowość. Każdego dnia uczę się rozszyfrowywać  jej temperament.Jestem wdzięczna Bogu za to zadanie, że mogę być Jej matką.

Starszy Brat, który obchodzi urodziny tydzień po niej, musiał mieć tort miejski, z samochodami. Zrobiłam więc znak drogowy z wielką ulicą w kształcie trójki, po której jechały trzy świeczki - samochody.





Dla kontrastu upiekłam więc córce tort leśny, soczyście zielony, bazując na przepisie na ciasto "Leśny mech".

Oto przepis:

                       Ciasto:
                      - szpinak rozdrobniony, opak. 400 g - rozmrożony i dobrze odciśnięty
                      - niecała szklanka mąki pszenej
                      - 1/4 szkl. maki orkiszowej
                      - 1/4 szkl. kaszy manny
                      - 1/4 szkl. mąki krupczatki
                      - szklanka cukru brązowego
                      - 2 jajka w temperaturze pokojowej
                      - szklanka oleju w temeraturze pokojowej
                      - 2 łyżeczki proszku do pieczenia
                      - miąższ z połowy laski wanilii


                      Krem do przełożenia i dekoracji:
                      - 2 białe czekolady
                      - 2 opakowania Mascarpone (mniejsze)

Nastawiam piekarnik na 180 stopni C (góra-dół). Jajka ucieram z cukrem mikserem. Stopniowo, cały czas mieszając, wlewam olej.
W drugiej misce mieszam przesiane mąki, kaszę, proszek do pieczenia i wanilię. Dodaję suche składniki do masy jajecznej, używając miksera na najniższych obrotach.
Dodaję szpinak i mieszam łyżką, do połączenia składników.
Przelewam ciasto do blachy wysmarowanej tłuszczem i posypanej kaszą manną.
Wstawiam blachę do piekarnika na ok. 45 minut. Po tym czasie, sprawdzam wykałaczką, czy ciasto jest gotowe. Jeśli patyczek jest suchy, wyjmuję je i studzę na kratce.
Ostudzone ciasto przekrajam na pół i wykrawam trochę ciasta z każdej połowy. Rozkruszam je palcami do niedużej miski.

Rozpuszczam czekoladę w kąpieli wodnej i gdy wystygnie, mieszam z mascarpone. Połowę kremu wykładam na dolną część, przykrywam drugim kawałkiem ciasta i rozsmarowuję po całości. Dekoruję pokruszonym ciastem i owocami leśnymi. Dodatkowe ozdoby można zrobić z gotowej do kupienia masy cukrowej lub marcepanowej.
Smacznego!





czwartek, 15 października 2015

Jesień i Montessori

Październik to dla nas miesiąc urodzin (3/4 rodziny świętuje w tym czasie!) i w tym roku miesiąc przeziębień. Dużo więcej czasu spędzamy w domu, a ja kombinuję, kombinuję, jak by im tu zająć czas. Na szczęście pokornie chodzą wcześniej spać niż to było latem, mam więc nareszcie chwilę, by spokojnie coś im przygotować.
Starszemu Bratu wydrukowałam karty trójstopniowe Montessori z liśćmi (KLIK). Każdy, kto czytał cokolwiek na temat MM zetknął się na pewno z tym pojęciem. Za ich pomocą dziecko w krótkim czasie przyswaja wiedzę. Jak korzystam z takich kart?
1) Pokazuję dziecku kartę z podpisem i mówię, to, co jest na niej napisane.
2) Pytam: "Gdzie jest...?"
3) Pokazuję kartę i pytam: "Co to jest?"





Młody bawił się też w znajdowanie par.

Z liści zamierzamy korzystać na wiele sposobów, nie tylko edukacyjnie. Mam w głowie dużo pomysłów, w tym na specjalne wykorzystanie ich w listopadzie.
 

(c)2009 Mamo, ZRÓB TO SAMo. Based in Wordpress by wpthemesfree Created by Templates for Blogger