Zrobiłam moim dzieciom tablicę obowiązków, nie używając tego przerażającego je słowa na "o" ;-)
Czynności, które się na niej znajdują dotyczą samoobsługi. To nie jedyne rzeczy, których od nich wymagamy, ale te absolutnie podstawowe, które robią każdego dnia, o których codziennie przypominamy. Mam nadzieję, że ta tablica odciąży nas - rodziców - właśnie z tego przypominania.
Z lewej strony są te zadania, które robią rano i tak sukcesywnie aż do tych obowiązków wieczornych. Po ich zrobieniu, zamykają karteczkę. Wieczorem, gdy są gotowe do spania, zamknięte wszystkie kartki składają się na napis: "gotowe" lub "zrobione".
Do jej zrobienia użyłam:
- kartek z brystolu A3 (im grubszy, tym lepszy);
- mazaków;
- rzepów samoprzylepnych
- ozdobnych taśm samoprzylepnych
Tak prezentuje się moja tablica dla 7-latka:
Tak wygląda tablica dla 5-latki:
I kilka zdjęć z procesu twórczego ;)
1) Zaginam kartkę mniej więcej w 1/3 długości i ołówkiem zaznaczam na węższej części liczbę pól do wycięcia (w moim przypadku młodsze dziecko ma 6 pól, starsze - 8).
2)Wycinam pola.
3) Robię nagłówek.
4) Niżej zapisuję obowiązki (moje dzieci już czytają, więc nie było problemu, ale z powodzeniem można narysować lub przykleić jednoznacznie kojarzące się symbole).
5) Rzepy przyklejam na taśmie, nie ze względów dekoracyjnych, lecz praktycznych - dzięki temu odklejany i przyklejany rzep nie porwie, mam nadzieję, kartki.
6) Na zewnętrznej stronie zapisuję słowa: "gotowe' lub "zrobione".
Mam nadzieję, że kogoś taka tablica zainspiruje do stworzenia swojej :)
środa, 30 października 2019
poniedziałek, 13 maja 2019
Matematyka bez zeszytu ćwiczeń
Oto kilka pomysłów na naukę matematyki, a dokładniej mnożenia i dzielenia, na etapie wczesnoszkolnym. Pomysłów, które miałam okazję zweryfikować w ostatnim tygodniu na moich lekcjach. Sprawdziłam - polecam :)
DZIELENIE
RYSOWANIE DOMU
Proszę o narysowanie korpusu domu (najprostszego: kwadrat, nad nim trójkąt). Na przygotowanych wcześniej paletach malarskich mam zadania. Po ich rozwiązaniu powstaje obrazek :)
Zaczynamy od liczby drzwi, okien, numeru domu...
... następnie liczby drzew, jabłek na jabłoniach i chmur nad domem.
JAJKA NIESPODZIANKI
Otwarcie plastikowej zabawki zastępuje znak dzielenia. I wkładamy magnetyczne cyferki do środka. To takie zadanie, które można wsadzić do torebki i zabrać ze sobą gdziekolwiek.
Proste gry, potrzebne są jedynie mazaki lub kredki, którymi wyznaczamy drogę do mety.
MNOŻENIE
LEGO
Dopasowywanie działania do klocka.
Teczka mnożenia - szczegóły TUTAJ.
c.d.n. ;)
DZIELENIE
RYSOWANIE DOMU
Proszę o narysowanie korpusu domu (najprostszego: kwadrat, nad nim trójkąt). Na przygotowanych wcześniej paletach malarskich mam zadania. Po ich rozwiązaniu powstaje obrazek :)
Zaczynamy od liczby drzwi, okien, numeru domu...
... następnie liczby drzew, jabłek na jabłoniach i chmur nad domem.
JAJKA NIESPODZIANKI
Otwarcie plastikowej zabawki zastępuje znak dzielenia. I wkładamy magnetyczne cyferki do środka. To takie zadanie, które można wsadzić do torebki i zabrać ze sobą gdziekolwiek.
Proste gry, potrzebne są jedynie mazaki lub kredki, którymi wyznaczamy drogę do mety.
MNOŻENIE
LEGO
Dopasowywanie działania do klocka.
Teczka mnożenia - szczegóły TUTAJ.
c.d.n. ;)
Etykiety:
edukacja domowa,
edukacja wczesnoszkolna
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
Świat dinozaurów: makieta DIY
Mam wrażenie, że Starszy Brat wie o dinozaurach wszystko. Po ponad dwóch miesiącach fascynacji, zrobionym plakacie do przedszkola, edukacyjnych zajęciach, kilku przeczytanych książkach, obejrzanych filmach, zrobiliśmy wspólnymi siłami makietę dla odnalezionych w garażu dinozaurów, które kupiłam 3 lata temu w sklepie z używanymi ubraniami.
Makieta powstała w kartonie po LEGO i zrobiliśmy ją tę samą metodą, co MYSI DOMEK i KONTYNENTY.
Z folii aluminiowej zrobiłam ukształtowanie terenu. Na to przyłożyłam ręczniki papierowe zanurzone w kleju do drewna.
Następnego dnia pomalowaliśmy nasz jurajski świat.
Przykleiliśmy piasek, kawę, sztuczny mech i korę.
Jest nawet pustynia Gobi, po prawej ;)
Tak długo się zabierałam za tę makietę, a zrobienie jej zajęło nam w sumie około 2 godziny. Bardzo polecam, bo takie projekty bardzo pobudzają wyobraźnię dzieci i wciągają je w zabawę na dłuugie minuty. Taki nasz rodzinny układ "win win" ;-)
Makieta powstała w kartonie po LEGO i zrobiliśmy ją tę samą metodą, co MYSI DOMEK i KONTYNENTY.
Z folii aluminiowej zrobiłam ukształtowanie terenu. Na to przyłożyłam ręczniki papierowe zanurzone w kleju do drewna.
Następnego dnia pomalowaliśmy nasz jurajski świat.
Przykleiliśmy piasek, kawę, sztuczny mech i korę.
Jest nawet pustynia Gobi, po prawej ;)
Tak długo się zabierałam za tę makietę, a zrobienie jej zajęło nam w sumie około 2 godziny. Bardzo polecam, bo takie projekty bardzo pobudzają wyobraźnię dzieci i wciągają je w zabawę na dłuugie minuty. Taki nasz rodzinny układ "win win" ;-)
Etykiety:
DIY,
edukacja domowa,
edukacja wczesnoszkolna,
wczesna edukacja,
Zrób to sam
sobota, 6 kwietnia 2019
Dekoracje wielkanocne: pisanki z masy solnej
Czujemy zbliżające się Święta Wielkanocne.
Chcąc udekorować mieszkanie z tej okazji, zrobiliśmy prostą i przyjemną ozdobę - pisanki i ozdoby z masy solnej.
Większość zawisła na gałązkach bazi, część zdobi drzwi.
Oto, jak wyglądają:
Zrobiliśmy masę solną, według przepisu:
- 1 szklanka mąki
- 1 szklanka soli
- trochę wody
Foremkami do ciastek stworzyliśmy kształty, szlaczki zrobiliśmy drewnianymi patyczkami i kredkami, słomką dziurkę na tasiemkę i tak przygotowane ozdoby położyliśmy na parapecie do wyschnięcia.
Następnego dnia pomalowaliśmy ozdoby farbami akrylowymi i znowu zostawiliśmy do wyschnięcia.
Po 2 godzinach na kolorowej włóczce powiesiliśmy na gałązkach bazi i drzwiach.
Tak oto w szybki i tani sposób można stworzyć niepowtarzalny klimat w mieszkaniu :)
Chcąc udekorować mieszkanie z tej okazji, zrobiliśmy prostą i przyjemną ozdobę - pisanki i ozdoby z masy solnej.
Większość zawisła na gałązkach bazi, część zdobi drzwi.
Oto, jak wyglądają:
Zrobiliśmy masę solną, według przepisu:
- 1 szklanka mąki
- 1 szklanka soli
- trochę wody
Foremkami do ciastek stworzyliśmy kształty, szlaczki zrobiliśmy drewnianymi patyczkami i kredkami, słomką dziurkę na tasiemkę i tak przygotowane ozdoby położyliśmy na parapecie do wyschnięcia.
Następnego dnia pomalowaliśmy ozdoby farbami akrylowymi i znowu zostawiliśmy do wyschnięcia.
Po 2 godzinach na kolorowej włóczce powiesiliśmy na gałązkach bazi i drzwiach.
Tak oto w szybki i tani sposób można stworzyć niepowtarzalny klimat w mieszkaniu :)
Etykiety:
DIY,
na specjalne okazje,
sensoryczne,
Zrób to sam
wtorek, 26 marca 2019
Pudełko z dziurką dla roczniaka
Zrobiłam dla mojej Rocznej Córy takie szybkie pudełeczko z dziurkami. Wkłada do niej drewniane klamerki i pompony.
Zaczął się u niej ten etap w życiu, że lubi różne rzeczy wkładać, nakładać na siebie. Jeszcze chwilka i wyciągnę z pudła z zabawkami po starszych dzieciach PALETĘ Z NAKRĘTKAMI :)
Zaczęła się interesować również zwierzątkami, więc i one pojawiły się ostatnio na półeczce w jej kąciku.
Zaczął się u niej ten etap w życiu, że lubi różne rzeczy wkładać, nakładać na siebie. Jeszcze chwilka i wyciągnę z pudła z zabawkami po starszych dzieciach PALETĘ Z NAKRĘTKAMI :)
Zaczęła się interesować również zwierzątkami, więc i one pojawiły się ostatnio na półeczce w jej kąciku.
Kontynenty sensorycznie (oraz las tropikalny z reżuchy)
Jeśli szukacie sposobów, jak w nietuzinkowy sposób nauczyć dziecko nazw kontynentów, to może zainteresuje Was taki sensoryczny projekt. Jak wiadomo, nauka przez zabawę i z wykorzystaniem rąk jest najprzyjemniejsza i najefektywniejsza.
Tak wygląda efekt końcowy.
Takie kontynenty zrobiłam z moją Uczennicą - trzecioklasistką. W międzyczasie śpiewałyśmy znaną z blogów inspirujących się metodą Montessori piosenkę "Nasza kula ziemska siedem lądów ma".
Kontynenty wycięłyśmy z grubej tektury.
Następnie poprzyklejałyśmy na niej skrawki ręcznika papierowego maczanego w masie klejowej (klej wikol + woda), tworząc fakturę imitującą prawdziwe ukształtowanie Ziemi. Ten sam sposób wykorzystałam, robiąc pień drzewa w DOMKU DLA MYSZEK.
Gdy masa wyschła, pomalowałyśmy kontynenty na kolory Ziemi.
Wpadłam na pomysł, żeby na Ameryce Południowej zrobić imitację lasu tropikalnego z rzeżuchy.
W tym celu, tekturowy kontynent owinęłyśmy folią,
przykleiłyśmy waciki kosmetyczne...
... i wysypałyśmy rzeżuchę.
Przez kilka kolejnych dni moja Uczennica pilnowała, by nawadniać rzeżuchę i tak wyrósł nam las tropikalny.
Na innych kontynentach poprzyklejałyśmy sztuczny mech i muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczył mnie efekt końcowy. Robione na szybko zdjęcia nie oddają tego, jak świetnie wyszły te kontynenty.
Aż żałuję, że sama nie byłam tak uczona w szkole. Jasne, że tak jest trochę dłużej. Jasne, że jest więcej bałaganu, ale przecież w nauce nie chodzi tylko o efekty, ale też o zaszczepienie w dzieciach tego, że i sama droga do wiedzy jest (może być) atrakcyjna. A i wiedza zdobywana przy użyciu zmysłów zostaje na dłużej.
Tak wygląda efekt końcowy.
Takie kontynenty zrobiłam z moją Uczennicą - trzecioklasistką. W międzyczasie śpiewałyśmy znaną z blogów inspirujących się metodą Montessori piosenkę "Nasza kula ziemska siedem lądów ma".
Kontynenty wycięłyśmy z grubej tektury.
Następnie poprzyklejałyśmy na niej skrawki ręcznika papierowego maczanego w masie klejowej (klej wikol + woda), tworząc fakturę imitującą prawdziwe ukształtowanie Ziemi. Ten sam sposób wykorzystałam, robiąc pień drzewa w DOMKU DLA MYSZEK.
Gdy masa wyschła, pomalowałyśmy kontynenty na kolory Ziemi.
Wpadłam na pomysł, żeby na Ameryce Południowej zrobić imitację lasu tropikalnego z rzeżuchy.
W tym celu, tekturowy kontynent owinęłyśmy folią,
przykleiłyśmy waciki kosmetyczne...
... i wysypałyśmy rzeżuchę.
Przez kilka kolejnych dni moja Uczennica pilnowała, by nawadniać rzeżuchę i tak wyrósł nam las tropikalny.
Na innych kontynentach poprzyklejałyśmy sztuczny mech i muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczył mnie efekt końcowy. Robione na szybko zdjęcia nie oddają tego, jak świetnie wyszły te kontynenty.
Aż żałuję, że sama nie byłam tak uczona w szkole. Jasne, że tak jest trochę dłużej. Jasne, że jest więcej bałaganu, ale przecież w nauce nie chodzi tylko o efekty, ale też o zaszczepienie w dzieciach tego, że i sama droga do wiedzy jest (może być) atrakcyjna. A i wiedza zdobywana przy użyciu zmysłów zostaje na dłużej.
Etykiety:
DIY,
edukacja domowa,
edukacja wczesnoszkolna,
sensoryczne,
Zrób to sam
wtorek, 26 lutego 2019
Tablica manipulacyjna
Ta tablica miała powstać już wcześniej. Dużo wcześniej. Trzy lata wcześniej. Wtedy kupiłam część materiałów, a obdarowane miało być takim prezentem nasze drugie dziecko. Miało, ale nie zostało. Zamki, rurki przeleżały w torbie 3 lata, zniosły 2 przeprowadzki i w końcu doczekały się drugiego życia.
Nasza tablica manipulacyjna jest mało wymyślna. Zawiera tylko te elementy, które wiem, że będą w użyciu w ciągu najbliższego pół roku. Nie ma tu sznurówek do wiązania, bo wiem, że żaden roczniak (a nawet dwulatek) nie opanuje tej umiejętności, ani kłódek do otwierania. Nie chciałam też powielać elementów, które Najmłodsza Siostra ma w innych zabawkach.
Wyszło nam coś takiego:
Bazę stanowi stara półka, na której były książki kuchenne.
Na samej górze jest uchwyt do szafki kuchennej, do którego przyczepia się spinacze ptaszki.
Niżej lampka włączana na wcisk i wieszak w kształcie bałwanka z zawieszoną rozkładaną metrówką.
Niżej niebieski kontakt z klapką i dzwonek do roweru.
Po prawej dwie rurki do wrzucania piłeczek i pomponów, a na samym dole dwa zamki.
Na samym środku tekturowa literka z rzepem, o której więcej pisałam W POPRZEDNIM POŚCIE.
Tablica zawieszona jest na tyle nisko, że Córa nie zrobi sobie krzywdy haczykiem do zamka (to była moja największa obawa). Wisi w strategicznym miejscu - między salonem a kuchnią, tak że mam na nią oko (i ona na mnie ;-)), gdy gotuję.
Mam nadzieję, że będzie nam służyć :)
Nasza tablica manipulacyjna jest mało wymyślna. Zawiera tylko te elementy, które wiem, że będą w użyciu w ciągu najbliższego pół roku. Nie ma tu sznurówek do wiązania, bo wiem, że żaden roczniak (a nawet dwulatek) nie opanuje tej umiejętności, ani kłódek do otwierania. Nie chciałam też powielać elementów, które Najmłodsza Siostra ma w innych zabawkach.
Wyszło nam coś takiego:
Bazę stanowi stara półka, na której były książki kuchenne.
Na samej górze jest uchwyt do szafki kuchennej, do którego przyczepia się spinacze ptaszki.
Niżej lampka włączana na wcisk i wieszak w kształcie bałwanka z zawieszoną rozkładaną metrówką.
Niżej niebieski kontakt z klapką i dzwonek do roweru.
Po prawej dwie rurki do wrzucania piłeczek i pomponów, a na samym dole dwa zamki.
Na samym środku tekturowa literka z rzepem, o której więcej pisałam W POPRZEDNIM POŚCIE.
Tablica zawieszona jest na tyle nisko, że Córa nie zrobi sobie krzywdy haczykiem do zamka (to była moja największa obawa). Wisi w strategicznym miejscu - między salonem a kuchnią, tak że mam na nią oko (i ona na mnie ;-)), gdy gotuję.
Mam nadzieję, że będzie nam służyć :)


















































